W naszym kraju sytuacja wygląda zupełnie odwrotnie. U nas chyba niewiele jest osób, które widząc jakieś "niczyje" przedmioty na ulicy, powstrzymałaby się przed ich zawłaszczeniem i udałaby się na przykład do biura rzeczy znalezionych. Chcą nas trochę usprawiedliwić, mogę jedynie napisać, że na pewno miała na nas wpływ nasza nieciekawa historia. W PRL po prostu trzeba było umieć kombinować, bo inaczej człowiek miałby problemy z utrzymaniem swojej rodziny. Na wiele zachowań przymykano wówczas oko i tłumaczyło się je "oporem wobec systemu". Swoją drogą, gdyby ówczesne władze miały nowoczesny sprzęt umożliwiający monitoring, to mogłoby być kiepsko. Systemy alarmowe i wizyjne o współczesnym stopniu zaawansowania naprawdę mógłby pozwolić tamtym władzom na zaprowadzenie państwa Orwella. Dobrze, ze nie miały takich możliwości, jak dzisiejsze hipermarkety.
Monitoring